Targi Ślubne Łódź 2011 relacja na gorąco

Po raz pierwszy byłam na targach ślubnych nie jako wystawca ale jako przyszła panna młoda.
Zupełnie inaczej to wygląda od drugiej strony. Mnóstwo sloganów – mało konkretów.
Dużo stoisk ale wszystko do siebie podobne.

Ale kilka rzeczy mnie zaskoczyło, bo nie było ich poprzednio, albo ich nie spostrzegłam.
Mianowicie został poruszony temat – jak schudnąć do ślubu, co mnie osobiście dotyczy i interesuje.
Co prawda był to tylko jakiś zamykany rower (sorry za ignorancję w tym temacie ale nie cierpię żadnych sportów),
który owszem wyszczupla ale pod warunkiem, że się na nim poruszamy oczywiście siłą własnych mięśni.
No to do mnie nie koniecznie trafia ;)
Wolałabym jakieś zajęcia z trenerem – motywatorem, albo chociaż psychologiem.
Przydały by mi się jakieś mentalne patenty jak się odchudzać – no nie koniecznie z łatwością ale chociaż z ciut mniejszym oporem!
Tak czy siak temat gdzieś zaistniał co mnie cieszy.
Inna rzecz, że większość chodzących po targach par była szczupła a nawet chuda!
Więc może mój problem nie jest aż tak popularny.
Może szybciej zrozumiały by mnie młode mamy a nie młode panny :)
No cóż ja się nie poddaję i będę się starała jednak do tego ślubu trochę schudnąć.

Co jeszcze na targach?

No suknie ładne i dużo. Ale żadnej nie mogłam zmierzyć! Ani w salonach ani na targach :(
Bo większość sukni występuje tylko do rozmiaru 38.
Ja nie jestem jakoś specjalnie gruba. Wydaje mi się że mieszczę się jakoś w średniej krajowej ze swoim 42-44.
A tu „chała”!
I kupuj sobie suknię w ciemno.... słabo.
Czy tylko chude laski biorą ślub?

Biżuteria na targach ślubnych.

Ładna – jak to biżuteria ;)
Chociaż jak dla mnie niestety wzory raczej podobne na każdym stoisku.
Ja mierzyłam swobodnie – wszystkie obrączki na mnie pasowały.
Ale już mój narzeczony nie przymierzył żadnej obrączki nawet na mały palec!
Nawet te wielkie znane firmy, które wykupiły na targach ogromnie stanowiska nie potrafiły dać mu obrączki do przymiarki na jego wymiar.
Mimo że mieliśmy przy sobie pieniądze i chcieliśmy kupić obrączki nie udało się.
Zwłaszcza że chcieliśmy kupić obrączki najprostsze – bez żadnych rowków, wzorków ani ozdobników.
No trudno.
Brakowało mi też na targach młodych wystawców – artystów projektantów.
Przecież mamy w Łodzi w ASP wydział z biżuterią.
Taki powiew nieklasycznych, nowoczesnych, bardziej indywidualnych modeli obrączek byłby fajny - przynajmniej dla mnie.

Reasumując.

Szału nie było. No mogę powiedzieć chyba, że trochę jestem rozczarowana.
Może moje oczekiwania były zbyt duże?
Nie wiem, czekałam na te targi (jedne i drugie) z taką nadzieją, że czego tam ja nie kupię/zamówię i jak będzie kolorowo i ciekawie, pojechałam mimo przeziębienia i … jakoś się rozczarowałam.
Ale może to tylko moja opinia, jeśli macie swoje odmienne przemyślenia po targach – zapraszam podzielcie się nimi.

To tyle na dziś - trzymajcie się ciepło